Dziennikarstwo powinno być uczciwe,
a nie obiektywne

– rozmowa z Markiem Czyżem,
dziennikarzem, publicystą, Redaktorem Naczelnym Silesia24.pl

Rozmawiał: Daniel Kleszcz | Zdjęcia: Maja Maciejko

Jaka była geneza powstania portalu Silesia24, i jak ocenia Pan pierwszy etap jego działania?

Jest wiele osób funkcjonujących w okołomedialnym świecie, które zauważyły, że jeśli media mają się w jakim-kolwiek kierunku rozwijać to jest to właśnie sieć i że wszyscy w tej sieci się kiedyś spotkamy. Czy wywodzimy się z prasy pisanej, czy z prasy elektronicznej to prędzej czy później sieć nas wszystkich połączy bo ona jest najbardziej utylitarna. Zatem jest to główny powód dlaczego inwestor postanowił wejść w ten właśnie obszar. Na razie staramy się określić limit, gdyż na ten moment nasze parametry dotarcia do odbiorców stale rosną. Jestem ciekaw, kiedy to się zatrzyma i na jakim poziomie. Wiec próbujemy określić jak dalece i silnie jesteśmy
w stanie się rozwinąć i w jakich kierunkach potem pójść.
Mamy nadzieję zbilansować się ekonomicznie w ciągu najbliższych miesięcy, czyli zrównoważyć nakłady ponoszone co miesiąc z wydatkami. Potem będziemy się zastanawiać jak go rozwijać. Linia programowa nie jest skomplikowana do opisania. Chcemy zainteresować mieszkańców tego regionu tym co jest przede wszystkim ciekawe, nie pomijając tego co jest ważne.

Ważnym elementem Silesia24 są dłuższe rozmowy z politykami, artystami, ludźmi biznesu…

To jest nasza odpowiedź na pytanie co jest kluczowe w dziennikarstwie, czy to co ważne czy to co ciekawe. To są właśnie rzeczy ważne. My wiemy, że one nie są przeznaczone dla szczególnie licznego grona naszych odbiorców, są to dość elitarne grona, które chętnie wsłuchują się w wypowiedzi osób będących symbolami tych środowisk. Nie nastawiamy się na to, że będą to setki tysięcy odbiorców takiej właśnie rozmowy, lecz są to rzeczy na tyle ważne, że stać nas na to, aby o nich porozmawiać i jesteśmy to winni temu regionowi. Portal ma absolutnie wyjątkową cechę, nie ma ramówki, nie ma czasu antenowego, nie ma pojemności antenowej, więc jesteśmy w stanie zmieścić wszystko. Tylko od ochoty na szukanie w naszym katalogu zależy to do ilu treści nasz odbiorca dotrze, gdyż ma ich zaproponowanych, ile tylko będzie chciał. Walczymy także z przekonaniem, że trzeba tworzyć ramówkę, w której przykładowo o 8:30 mamy rozmowę. To jest bzdura. Tu nikt nie czeka z zapartym tchem przed ekranem komputera czy smartfona. Odbiorcy trzeba zaproponować w ciągu dnia, obejrzy sobie wtedy, kiedy będzie chciał. Stąd wiemy, że możemy sobie pozwolić na przeprowadzanie rozmów z ważnymi ludźmi, bo będą one zamieszczone na stronie. Ktoś kto uważa to za interesujące i ważne obejrzy i przeczyta. Co więcej uważam, że jest tu grono osób, które po prostu powinny być u nas pokazywane, ponieważ dają nam ,,brand”. Mamy także nadzieję, żeby zbudować w przyszłości sytuację, by wypadało być co jakiś czas
w Silesia24.

Wiele mediów stara się swój przekaz dostosować do emocji odbiorcy…

Na szczęście świat mediów jest tak różnorodny, że są takie, które ciągle trzymają poziom. Nie dają się ponieść regułom rynku, bo nie muszą. Jest niestety tak, że media działające w obrębie rynku muszą brać pod uwagę to, że ktoś musi je utrzymać, więc muszą mu serwować takie treści, za których odbiór będzie skłonny zapłacić. Są media, głównie publiczne, pokazujące, że są rzeczy ważne, na których trzeba się skoncentrować, poświęcić czas i miejsce, ale one nie muszą się liczyć z realiami rynku, gdyż są utrzymywane przez środki publiczne. Jest taka domena, nazywana przez nas ,,misją”, która musi być zrealizowana w przyzwoitym społeczeń-stwie i za nią to społeczeństwo musi zapłacić bez względu na to czy interesują go te treści czy nie, one są ważne społecznie i nawet dla dwóch zainteresowanych obywateli powinny być serwowane. Cała reszta to obszar mediów komercyjnych rządzących się regułami ,,albo ktoś za to zapłaci, albo zwijamy interes”.

Region śląski to dobre miejsce dla dalszego rozwoju mediów lokalnych?

Niestety prawdą jest to, że te treści, które serwują nam w regionach są mniej atrakcyjne, niż te ogólnopolskie. Nawet polityka ma całkiem inny wymiar, może dlatego, że jest bardziej skomplikowana i trzeba trochę więcej wiedzieć o realiach lokalnej polityki niż tej ogólnopolskiej. Chyba nie ma reguły, bo Śląsk jest absolutnie wyjątkowym miejscem na polskiej mapie. Tu mieszka 5 milionów ludzi. To jest Dania, czyli niewielkie europejskie państwo. Więc gdyby znalazło się medium, które potrafi skondensować najwłaściwsze dla Śląska tematy to myślę, że przed nim jest wielka przyszłość. Niestety było tych eksperymentów kilka, które nie zawsze się udawały, ale trzeba próbować, bo tu jest potencjał. Są tutaj ludzie, dla których ten kawałek miejsca jest na tyle istotny i różny od tego co jest gdzieś indziej, że będą chcieli się o tym czegoś dowiadywać. Pytanie tylko czy jakieś medium znajdzie dobry klucz do tego, żeby tych ludzi zainteresować tym co się im pokazuje. Jest trochę mitu w tym, że Kowalski lubi zobaczyć dziurę w swoim moście, co rzeczywistość brutalnie weryfikuje i nie zawsze tak jest, lecz trzeba próbować. Potencjał jest, tylko trzeba znaleźć sposób na zainteresowanie lokalnego widza lokalnymi sprawami.

W oczach dziennikarzy i mediów ogólnopolskich Śląsk wciąż często postrzegany jest przez pryzmat stereotypów?

Dziennikarze ogólnopolscy za rzadko tu bywają w stosunku do tego jak dynamicznie Śląsk się zmieniał. Jeśli ktoś był ostatni raz tutaj 2 lata temu to guzik wie o Śląsku, bo 2 lata w historii tego miejsca to epoka. Śląsk się nie-prawdopodobnie dynamicznie rozwija. Mam przyjaciół w Warszawie, którzy ciągle twierdzą, że my tu mieszkamy w zapylonym, brudnym i trudnym do dojechania miejscu. Ja im zawsze wtedy mówię, aby wsiedli w samochód, dojechali do Katowic od strony Sosnowca, wjedziecie jakbyście wjeżdżali do Brukseli, miniecie Strefę Kultury, Rondo Sztuki, zobaczycie Spodek, pojedziecie dalej i miniecie nowoczesny budynek Banku Śląskiego, jeżeli chcecie przejedziecie ten fragment pod nowym tunelem. To naprawdę jest Bruksela, to innowatorskie, piękne, utylitarne miasto. A dla kontrastu jeszcze niedawno przed powstaniem obwodnicy wjeżdżając do Warszawy Aleją Krakowską wjeżdżało się do zapyziałego, jednopiętrowego miasteczka, brudnego, zaklejonego beznadziejnymi reklamami. Ktoś kto nie był w Katowicach całkiem niedawno, nie ma pojęcia o tym co się tu dzieje. I mnie dotyczy ten problem. Mieszkam w Siemianowicach Śląskich i w istocie mam niewielkie powodu, by do Katowic przyjeżdżać. Moje dziecko mi otwarło oczy, dwudziestoletnia młoda kobieta, która tu bywa w klubach, na imprezach. Uświadomiła mi, że to jest miasto, które warto odwiedzać. Mówi „stary, weź wsiądź w samochód, pojedź do Katowic i zobacz jak to miasto teraz wygląda”. Przyjechałem, zobaczyłem, nawet te stare zakątki od ulicy Stawowej przez Mariacką, czyli miejsca, w których się koncentruje życie towarzyskie wyglądają całkiem inaczej. Jednym słowem istnieje masa stereotypów.

Powstanie Metropolii postrzega Pan jako dużą szansę dla dalszego rozwoju regionu?

Jest takie niebezpieczeństwo, że ugrzęźnie to w polityczno-biurokratycznych sprawach, bo niestety metropolia jest traktowana jako projekt polityczny. To kto stoi na jej czele, kto go powołał, w jakim politycznym otoczeniu funkcjonuje jest ogromnie ważne dla wszystkich politycz-nych środowisk na Śląsku. Chyba za mało się myśli o tym do czego ten projekt został powołany, jak dalece trzeba mu ułatwić życie, jak bardzo należy się skupić na tym, aby on wypełnił założenia, które zapisano w ustawie. Ja wiem, że metropolii trzeba dać czas, bo ja też bardzo bym chciał i wielokrotnie ten grzech popełniłem, żądać od metropolii tych efektów natychmiast. Nic tu się tak szybko nie wydarzy. To jest projekt na co najmniej dekadę, kiedy będzie można zobaczyć z czym to się je, do czego to służy i jak bardzo nam to wszystkim pomaga. Jest niewiele obszarów, w których ta metropolia da znać o sobie jako wygodniejsze dla nas miejsce dlatego, że jest metropolią. To nie jest tak, że w każdym obszarze nam pomoże metropolitalność śląska, ale w niektórych tak i na nich się trzeba skupić, dać czas i jej nie przeszkadzać.

Jakie ma Pan refleksje patrząc na młodych ludzi studiujących obecnie dziennikarstwo, chcących być dziennikarzami?

I z żalem i z zazdrością patrzę na nich. Z zazdrością dlatego, że kiedy ja zaczynałem pracę w dziennikarstwie to była Telewizja Polska i ze dwie rozgłośnie prywatne. To naprawdę był elitarny zawód wtedy. Dziś różnie z tym bywa. Nie odbieram nikomu elitarności bo jej brak wcale nie musi wynikać z tego, że jest bardzo wiele mediów wokół. Zazdroszczę im tego, że trafienie do zawodu jest o wiele prostsze. Współczuję tym, którzy próbują znaleźć swoją drogę do dziennikarstwa przez szkołę. W żadnej szkole nikogo nikt nigdy dziennikarstwa nie nauczył, a wsłuchując się w te opowieści jak się uczy dziennikarstwa dziś na uczelniach włos mi się na głowie jeży. Ja wiem skąd to się bierze. Tam się kształci politologów, a nie dziennikarzy, bo kształcą ich politolodzy, a nie dziennikarze. Oni nie potrafią niczego innego uczyć. Bez pretensji oczywiście do nich. Gdybym ja miał do dyspozycji grono 50 młodych ludzi i miał 3 lata na to, żeby zrobić z nich dziennikarzy to w te 3 lata wypuszczę na rynek ludzi, którzy zapukają do każdej redakcji, usiądą przy biurku i zaczną pracować. Bo oni będą wiedzieli jak się pisze tekst dziennikarski, jak się używa CMS-a w sieci, jak się używa XDCAM-a, jak się montuje materiał, jak się nagrywa setkę, jak się robi stand-up, jak się pracuje w studio. Wszystko to, co przez te 3 lata by wiedzieli, bo od tego jest warsztat telewizyjny, który w każdej uczelni powinien funkcjonować, tak jak warsztat radiowy. Więc nie rozumiem dlaczego się kształci studentów w ten sposób i próbuje się im wmawiać, że będą kiedyś dziennikarzami, którymi nie będą. Chyba, że sami w sobie znajdą tyle siły, determinacji, żeby trafiwszy do jakiejś redakcji nie zrazić się przeciwnością, na które natrafią na pewno, bo nikt się tam nimi nadzwyczajnie nie zajmie i jest duża szansa, że odbiją się od prozy tej dziennikarskiej technologii, której nie potrafią się nauczyć. Podsumowując, zazdroszczę im tego, że miejsca do pracy jest wiele, a z drugiej bardzo żałuję, że tak się ich kształci i ciągle muszą znajdywać w sobie wolę bycia dziennikarzem niż wsparcie na rynku.

Problem hejtu w sieci, mediach społecznościowych, jest czymś co Pana dotyka?

Po pierwsze jest to cena, którą trzeba za to zapłacić. Nabieram pewności, że jak się pracuje w mediach dziś, których opis i recenzowanie jest tak proste, trzeba nabrać grubej skóry i tyle. Trzeba starannie ważyć to czy przejmujemy się hejtem, który jest całkowicie anonimowy czy tylko tym, który jest podpisany imieniem i nazwiskiem. Na ten drugi ja zwracam uwagę i chętnie toczę polemiki z moimi polemistami. Kompletnie nie interesują mnie hejterskie zagrywki, które są niepodpisane. Na szczęście spływają ze mnie jak woda po kaczce. Jest to pewna umiejętność, którą trzeba nabyć, znam całą masę ludzi i siebie z przed lat nieprawdopodobnie przejętego takim anonimowym hejtem, ale już wiem, że nie ma sensu wdawać się w takie polemiki, ani ich podejmować czy inicjować. Jeżeli ktoś polemizuje ze mną, a nawet mnie obraża podpisując się pod tym swoim imieniem i nazwiskiem, choć to rzadki przypadek, chętnie wejdę w taką konwersację. Jednak jeśli ktoś uważa się za osobę publiczną, musi nauczyć się rozgraniczać te dwie rzeczy, bo inaczej zwariujemy. To prowadzi do straszliwych zaburzeń psychicznych i znam przypadki ludzi, którzy tego nie wytrzymali. Należy również starannie zważyć personalia i osobowości ludzi, którzy piszą o nas. Są tacy, którzy piszą o mnie, ale dla mnie jako zjawisko biologiczne nie istnieją. Mogą mnie zaczepiać, ale nigdy w życiu nie doczekają się ode mnie żadnej odpowiedzi, bo uważam ich za byt nieistniejący. Mam całkowicie prywatny cykl felietonów, które zdarza mi się wygłaszać prowadząc samochód. Największym problemem z jakim się stykam w opiniach tych osób, które zechcą się do mnie odezwać jest to, że prowadzę samochód i z tym się biję w myślach. Czasem się zastanawiam czy nie zrobić tego gdzieś w studiu. Mam oczywiście bardzo proste wytłumaczenie tego, dlaczego prowadzę samochód i to robię oraz nie wierzę, że to spowoduje wypadek, bo ludzie robią za kierownicą dużo gorsze rzeczy i nic się nie dzieje. Proszę mi uwierzyć, ja naprawdę uważam na drogę i gwarantuję, że nic się przez to nie stanie. Ale jest to uwaga, z którą zawsze chętnie popolemizuję i biorę sobie głęboko do serca jako taką konstruktywną krytykę. Zgadzam się też w wielu wypadkach z ludźmi, którzy uważają, że źle zważyłem akcenty czy okazałem się stronniczy lub mniej obiektywny.

Jest w ogóle możliwym być w pełni obiektywnym?

Dziś rola dziennikarza polega na tym, iż ma prawo zaproponować odbiorcy pewien punkt widzenia. Nie istnieje moim zdaniem w biologii takie stworzenie jak obiektywne dziennikarstwo, wymarło dawno temu pod warunkiem, że kiedykolwiek żyło. Jako dziennikarz mam prawo zaproponować komuś mój punkt widzenia i ja to właśnie robię, nie twierdzę, że jest on mądry, jedyny i słuszny, ale ja go proponuje. Ktoś to kupuje, nie kupuje, polemizuje ze mną, bardzo fajnie. Uczono mnie, że dziennikarstwo to zajęcie polegające na pozyskiwaniu, opracowywaniu i przekazywaniu informacji przy użyciu medium. Rzeczywiście jest to definicja, która moim zdaniem całkowicie obejmuje to zjawisko tylko jest zbyt stara i zbyt prosta na dziś. Ja naprawdę jestem gorącym orędownikiem przekonania, że po to jestem dziennikarzem, aby proponować komuś mój punkt widzenia. Oczywiście, ktoś powie, że to publicystyka, a nie dziennikarstwo. Ok, bardzo proszę. Ja również uważam, że w dziennikarstwie newsowym, trzeba komentarz oddzielić od informacji. Natomiast żyjemy w czasach, w których dobór tej informacji, wypowiedzi, komentarzy też będzie jakiegoś rodzaju komentarzem. To jak skonstruujemy newsa też będzie pokazywało po jakiej stornie pewnego sporu jesteśmy. Zbudowanie informacji, która będzie całkowicie wybrana z mojego stosunku do tego co opisuje jest nie do uniknięcia. Nawet jeśli będę trzymał się sztywno zasady, że muszą być dwie strony z takim samym czasem na wypowiedź, zrobimy z tego aptekę, a nie dziennikarstwo. Mam prawo opisując jakąś sytuację, zaproponować komuś jakiś punkt widzenia i na tym polega uczciwość dziennikarska. Dziś dziennikarstwo powinno być uczciwe, a nie obiektywne. Uczciwość polega na tym, że mamy dostęp do wielu mediów i każdy może szukać swoich punktów widzenia.

Fotolia_122815337_Subscription_Monthly_XXL(1)

literatura

Pisaniem rządzą reguły

– rozmowa z Mikołajem Marcelą,
pisarzem, nauczycielem akademickim

uroda

Wizerunek musi być spójny

– rozmowa z Martyną Marią Mosiołek, mistrzynią fryzjerstwa

Podróże

Meksyk

Wielobarwna kraina różnorodności