Wizerunek musi być spójny

– rozmowa z Martyną Marią Mosiołek,
mistrzynią fryzjerstwa

Rozmawiał: Daniel Kleszcz | Zdjęcia: Maja Maciejko

Co we współczesnym fryzjerstwie jest ważniejsze: pogoń za modą czy indywidualny styl?

Moda cały czas się zmienia, są nawiązania i powroty do trendów które już dawniej funkcjonowały. Natomiast wyznaję zasadę, że moda modą, ale najważniejsze jest to by odnaleźć styl danej osoby. Jeżeli mamy młodą dziewczynę, która jest atrakcyjna, ma piękne długie włosy, to nawet jeśli modą są wtedy krótkie włosy, to nie ścinajmy ich, tylko zróbmy odpowiedni kolor który podkreśli jej kobiecość. Dobierzmy to wszystko zgodnie z kanonami doboru fryzury do osoby – cera, kolorymetria jeśli chodzi o dopasowanie wizerunku, kolorystyka ciepła czy chłodna. Wszystko jest taką mieszanką która powoduje, że owszem, możemy powiedzieć że jest jakaś moda na krótkie włosy, na ombre, sombre, ale najważniejsze to odnaleźć styl. Jeśli przede mną jest hipsterka, która szuka wyrazu swojej osobowości, to patrzę jak jest ubrana, co robi z włosami, i jaki będzie jej styl, a nie na to, że w czasopismach będzie pokazana określona moda. Oczywiście patrzymy na trend, na to jakie są modne elementy, ale jednak cały wizerunek musi być spójny. Czasem to jest młoda mama poszukująca swojej zmysłowości, czasem hipsterka, czasem rockmanka – włosy odzwierciedlają wszystko.

Klienci potrafią zaufać, czy jednak uparcie wpatrują się w swoje przyzwyczajenia co do fryzur lub w to co w danym sezonie jest modne?

Oprócz tego, że jestem fryzjerką jestem też instruktorką marki Montibello, co również kształtuje moją pracę przez patrzenie na kursantów, klientów poprzez psychologiczny punkt widzenia. Mówię o tym dlatego, gdyż wiele mam takich sytuacji, że trafia do mnie dziewczyna, która wcześniej na facebooku czy instagramie pisała do mnie, że chce dokonać metamorfozy fryzury. Kiedy przychodzi do salonu okazuje się, że stchórzyła i najchętniej to przytnie tylko końcówki. Poświęcam wtedy czas na swoiste konsultacje z nią, czasem to jest nawet pół godziny rozmowy jeszcze przed usługą, pytam co robi, kim jest, co lubi, staram się ją rozśmieszyć. Chodzi o to by zatracić barierę między klientem a fryzjerem i zbudować relację i zaufanie, które z kolei pozwoli klientce poczuć się pewniej, otworzyć, wiedzieć, że chcę dla niej dobrze i jej nie skrzywdzę. I wtedy możemy wspólnie wybrać taką fryzurę i styl które będą do niej personalnie i indywidualnie pasować. Wtedy ważne jest to by być prawdziwym fachowcem, rzemieślnikiem, profesjonalistą, a nie kimś kto do fryzjerstwa podchodzi jak do pracy w fabryce. Czasem dziewczyna przychodzi do mnie z długimi włosami a wychodzi z krótkimi i w kolorze biało-różowym, bo wspólnie zbudowaliśmy jej nowy styl, odpowiedni wizerunek. Niestety wielu fryzjerów woli robić sztampę niż budować realne relacje z klientami.

Jak oceniasz branżę fryzjerską w Polsce, także w regionie śląskim?

Uważam, że jest na wysokim poziomie, aczkolwiek jest wielu fryzjerów którzy zatrzymali się na jakimś swoim poziomie, przestali się szkolić i szukać nowych technologii, produktów, jakości, nieco się pogubili. Ale jest też wielu fryzjerów młodych, kreatywnych, jako instruktor i szkoleniowiec spotykam mnóstwo takich osób, które chcą iść do przodu, rozumieją, że fryzjerstwo to nie tylko pasemka i nakręcanie wałków, tylko cały świat włosów. Fryzjerstwo stało się nieodzownym elementem świata modowego, pokazów ubrań i bielizny, nawet imprez motoryzacyjnych. Wszędzie kanonem jest dobrze wyglądać, mieć estetyczne zrobione włosy, i jest to atutem dzisiejszych dbających o siebie ładnie wyglądających Polek, za czym też rzecz jasna stoją rzesze kosmetyczek, fryzjerów itd. Sam Śląsk zmienił się diametralnie na korzyść, ale chciałabym by mocniej był kojarzony jako punkt kulturalny, modowy, by było jeszcze więcej imprez i eventów na których trzeba być. Gdy 10 lat temu zaczynałam mój udział w konkursach brałam udział w konkursie na Śląsku, zajęłam wtedy 2 miejsce, wiele osób także z branży pytało mnie po co mi te konkursy. Dzisiaj mistrzostwa, targi na których trzeba być są oczywistością. I w imprezach tych nie chodzi tylko o to by sprzedać produkt, to miejsca, gdzie można spotkać ludzi z branży, są platformy edukacyjne, platformy z produktami, atmosfera życia fashion, pokazy, szkolenia. Jest to też inspiracja dla młodych ludzi, którzy mogą spotkać swoich mentorów, a klienci mieć z fachowcem kontakt face to face, zasięgnąć porady.

Fryzjerstwo jest obecne w twojej rodzinie „od zawsze”…

Na co dzień pracuję w rodzinnym salonie w Częstochowie, jestem trzecim fryzjerskim pokoleniem w mojej rodzinie. Nie ukrywam, że ważne dla mnie są te rodzinne tradycje, nie chcę ich traktować jako coś oczywistego, uważam, że o historii, tradycji itd. z różnych względów należy mówić i pamiętać, podtrzymywać te sprawy i się nimi szczycić. Dziś młodzi ludzie chcą być nazywani stylistami fryzur, a ja uważam, że umiejętność stylizowania to po prostu jedna z właściwości naszej pracy, że fryzjerstwo to piękne rzemiosło i piękny zawód. Mam tytuł mistrzyni fryzjerstwa i czuję się rzemieślnikiem – jest coraz mniej prawdziwych fryzjerów, szewców, kaletników. Nie ukrywam, że jestem pracoholikiem, żyję moją pracą, moje życie to moja praca. Cały czas mam ze sobą kalendarz, na szczęście większość pokazów i konkursów są to imprezy planowane z półrocznym wyprzedzeniem, więc mogę też precyzyjnie ustalać grafik dni kiedy pracuję w salonie w Częstochowie, ale mam nadzieję, że już niedługo i w Katowicach, bo mam zamiar otworzyć tu salon.

Jakie są inne pola twojej aktywności?

Pracuję w całej Polsce na sesjach modowych. Dużo czasu poświęcam też współpracy z ogólnoświatową marką hiszpańskiej firmy Montibello, gdzie na terenie Polski odpowiadam za część kreatywną i koloryzację, współpracę tę nawiązałam gdy 7 lat temu zauważono mnie po jednym z konkursów. Ostatnio brałam też udział w realizowanym przez Polsat Cafe programie „Make Me Over. Wielka Zmiana”, gdzie pokazywano jak kobiety niewielkim kosztem mogą zmienić swój wizerunek poprzez dobranie odpowiednich ubrań, fryzur, makijażu. To naprawdę świetna sprawa, gdy można pokazać jak ludzie mogą zyskać wiele pewności siebie gdy nie boją się fryzjera czy stylisty, nieco eksperymentują ze swoim wizerunkiem, ubierają więcej kolorowych ubrań, więcej się uśmiechają. Nawiasem mówiąc telewizja to zupełnie inny rodzaj pracy niż dotychczasowe – w salonie ma się czas dla klientki by kreować jej wizerunek na ile nam pozwala, na pokazach z kolei tempo jest niesamowite, nie ma czasu na zawahanie, przy kolejnych setach trzeba szybko przyczesywać modelki. A magia telewizji jest taka, można pewne rzeczy powtarzać wiele razy. W programie było nas około 8 fryzjerów co rodziło atmosferę zdrowej i fajnej rywalizacji, pracowaliśmy też m.in. z Ewą Minge i Joanną Horodyńską. Jest dość prawdopodobne, że program będzie miał kontynuację. Nie było to moje pierwsze zetknięcie z planem, kilka lat temu czesałam aktorkę Klaudię Halejcio na planie filmu „Last minute” Patryka Vegi, w filmie tym także wystąpiłam w roli aktorskiej.

Fotolia_122815337_Subscription_Monthly_XXL(1)

literatura

Pisaniem rządzą reguły

– rozmowa z Mikołajem Marcelą,
pisarzem, nauczycielem akademickim

uroda

Wizerunek musi być spójny

– rozmowa z Martyną Marią Mosiołek, mistrzynią fryzjerstwa

Podróże

Meksyk

Wielobarwna kraina różnorodności