Czas nowych wyzwań

– rozmowa z profesorem Tomaszem Pietrzykowskim,
Prorektorem ds. współpracy międzynarodowej i krajowej Uniwersytetu Śląskiego, przewodniczącym Rady Społeczno-Gospodarczej przy Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.

Rozmawiał: Daniel Kleszcz
Fot. Sekcja Prasowa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach

Od niedawna wiemy, że w nowej kadencji pokieruje Pan pracami Rady Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej. Z jakimi odczuciami przystępuje Pan do działania w tym obszarze?

Przede wszystkim myślę o tym, jak Agencja powinna optymalnie wspierać środowiska akademickie i naukowe w Polsce. W krótkim czasie 2 lat swojego istnienia NAWA stała się głównym partnerem dla uniwersytetów i innych instytucji naukowych  w rozwijaniu współpracy międzynarodowej i ta rola Agencji będzie rosła. Jednocześnie, komplikacje  i trudności związane z epidemią, które w naj-większym stopniu odbiły się właśnie na współpracy międzynarodowej, wymagają refleksji, jak mają wyglądać zasady mobilności akademickiej w czasach, kiedy tego rodzaju utrudnienia się pojawiają. Agencja staje więc w obliczu zupełnie nowych dylematów, jakich nikt nie brał po uwagę jeszcze kilka miesięcy temu. Jest to bezprecedensowe wyzwanie intelektualno-koncepcyjne i trudno nie dać się skusić zmierzeniu z tak oryginalnymi problemami. Cóż, powtarzając za detektywem Marlowe z powieści Chandlera – dżentelmeni biorą się wyłącznie za przegrane sprawy. To oczywiście żart, bo choć warunki są rzeczywiście bardzo trudne, akademicka wymiana międzynarodowa nie jest bynajmniej przypadkiem beznadziejnym, niezależnie od epidemii, obostrzeń administracyjnych  i zrozumiałych ludzkich obaw. Agencja, podobnie jak uczelnie, musi się dostosowywać do tej nowej sytuacji, jednak na razie przeważają sygnały jednak optymistyczne. Zainteresowanie mobilnością i współpracą międzynarodową bynajmniej nie maleje. Trzeba jednak koniecznie znaleźć odpowiedzi na pytania jak pogodzić dotychczasowe nawyki i model takiej współpracy z sytuacją, jaką sprowadziła na nas pandemia i której długotrwałość pozostaje wciąż trudna do przewidzenia.

Wyzwania i zmiany związane z pandemią są ważne dla całego środowiska naukowego i akademickiego. Do tego na Uniwersytecie Śląskim nadejdą zmiany związane z wyborem nowego Rektora…

Ostatnie dwa lata życia naszej uczelni to bardzo głęboka reforma, najpoważniejsza co najmniej od 1989 roku. Wejście w życie nowej ustawy  o szkolnictwie wyższym potraktowaliśmy nie jako dopust Boży ale raczej szansę na fundamentalne przemyślenie i przeorganizowanie uniwersytetu tak aby ograniczyć główne bolączki i niedomagania, dla których w poprzednich uwarunkowaniach prawnych nie dawało się znaleźć dobrych rozwiązań. Było to ogromne przedsięwzięcie, dzięki któremu zmieniliśmy niejako tory dalszego rozwoju Uniwersytetu. Dotyczyło to jednak przede wszystkim sfery działalności naukowej i organizacji uczelni. Teraz, wraz z wyborem prof. Ryszarda Koziołka jako nowego rektora Uniwersytetu Śląskiego, nadszedł czas na równie głęboką modernizację sfery kształcenia. Zamysł ten rektor-elekt zapowiadał już od dawna, teraz jednak, po reformie, mamy odpowiednie do tego narzędzia organizacyjne, a osoba prof. Koziołka gwarantuje, że zmiany w tej sferze zyskają należną im uwagę i będą traktowane jako kolejny etap zapoczątkowanych w poprzednich latach zmian, wprowadzających Uniwersytet Śląski w nową epokę. Myślę, że po tej kadencji będziemy jedną z najlepiej funkcjonujących i najoryginalniejszych uczelni nie tylko w skali naszego kraju. W pewnym sensie te gigantyczne trudności, jakie na naszą uczelnię, podobnie jak na wszystkie inne, sprowadziła nagła konieczność przeniesienia kształcenia niemal w całości do cyberprzestrzeni, mogą okazać się niezwykle cennym i nabytym w samą porę doświadczeniem. Zdecydowanie ułatwia nam to myślenie o umiędzynarodowieniu kształcenia, znacznie głębszego wkomponowania życia naszej uczelni – zarówno w wymiarze naukowym, jak i edukacyjnym, w obieg międzynarodowy, w szczególności europejski. W tym celu intensywnie pracujemy z 6 uczelniami z różnych krajów Europy nad bardzo daleko idącym zacieśnieniem współpracy, tak aby każdy student, doktorant i pracownik każdej z naszych uczelni mógł korzystać ze wszystkiego, co oferuje każda z nich, niemalże na równych prawach z jej własnymi studentami, doktorantami i pracownikami. To, że wszyscy musieliśmy się błyskawicznie oswoić w funkcjonowaniu wirtualnym, wykładach, spotkaniach, webinariach itp. zdecydowanie ułatwi nam tę współpracę i umożliwi wzajemne uczestnictwo w tym, co dzieje się na pozostałych uczelniach sojuszu w dużym stopniu bez mozolnej, czasochłonnej i kosztownej logistyki związanej z fizycznym przemieszczaniem się.

Krajowa Komisja Etyczna do Spraw Doświadczeń na Zwierzętach, działająca przy Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, to kolejne z pól Pana aktywności…

Tak, i to bardzo ważne pole, choć ściśle rzecz biorąc jestem zaangażowany w trzy różne komisje etyczne. Pierwszą z nich jest wspomniana przez Pana Krajowa Komisja Etyczna do spraw Doświadczeń na Zwierzętach, działająca przy Ministrze Nauki i Szkolnictwa Wyższego, której jestem przewodniczącym. Poza nią od wielu lat pełnie także funkcję wiceprzewodniczącego Komisji Bioetycznej w Śląskim Uniwersytecie Medycznym oraz Komisji Bioetycznej w Śląskiej Izbie Lekarskiej. Wszystko to wiąże się z moimi wieloletnimi zainteresowaniami naukowymi sytuującymi się na styku prawa i etyki, w szczególności w kontekstach biomedycznych. Bardzo cenię sobie możliwość czynienia ze swojej wiedzy i doświadczeń naukowych użytku w praktyce etycznego nadzoru nad badaniami medycznymi na ludziach i zwierzętach. Staram się także wykorzystywać to praktyczne zaangażowanie w działalności naukowej – powstaje na przykład pod moim kierunkiem dość unikalna, jak sądzę, praca doktorska badająca etyczne i prawne aspekty prowadzenia doświadczeń na zwierzętach z perspektywy przede wszystkim rzeczywistego funkcjonowania komisji etycznych. Jest to dla mnie niezwykle interesujące i stanowi istotną część mojej aktywności. Muszę także powiedzieć, że będąc w tę działalność zaangażowany już od, bez mała, kilkunastu lat obserwuję także zachodzące w tym czasie zmiany. Szczególnie w odniesieniu do badań na zwierzętach dostrzegalna jest stopniowa, choć ewolucyjna i bardzo powolna, poprawa funkcjonujących w praktyce standardów. Częściowo wynika to z zaangażowania w tę sferę Unii Europejskiej, częściowo jednak także z efektów, jakie przynosi uparta i systematyczna praca u podstaw bardzo wielu osób – zarówno ze środowisk naukowych, jak i sektora organizacji pozarządowych, a także opinii publicznej.

Jest Pan przewodniczącym Rady Społeczno-Gospodarczej przy Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Na ile w Pana opinii Metropolia jest instytucją skuteczną w działaniu?

Musimy mieć świadomość, że metropolia to określony twór organizacyjny, o zakreślonych prawem kompetencjach, zasadach podejmowania decyzji i bardzo ścisłych ograniczeniach budżetowych. Wszystko to poważnie limituje zarówno zakres i jak tempo efektów, jakich można oczekiwać po jej funkcjonowaniu. Zwłaszcza, gdy pamiętać, że obszar metropolitalny, który został przez nią objęty to nie 16 miast centrum naszego regionu – jak było to pierwotnie planowane – tylko 41 gmin ze znacznie ponad 2 milionami mieszkańców. Uwzględniając to wszystko, a także uwarunkowania w jakich od 3 lat funkcjonują struktury metropolitalne trzeba docenić, że podjętych zostało sporo ważnych i długofalowych przedsięwzięć. Jednakże sama konstrukcja metropolii jako swego rodzaju związku gmin, w której decydujący
głos należy od ich włodarzy, stanowi wynik głębokiego kompromisu. Z jednej strony warunkował on możliwość stworzenia jakiejkolwiek metropolii, z drugiej – wpisał w jej formułę bardzo poważne ograniczenia. Nie ulega więc wątpliwości, że rosnące oczekiwania i potrzeby mieszkańców muszą z czasem przełożyć się na wzmocnienie, a być może głęboką przebudowę – podstaw prawnych, finansowych i organizacyjnych na jakich została ona oparta w kierunku znacznie głębszego i ściślejszego powiązania wchodzących w jej skład miast. Wydaje się, że nieuchronna powinna być ewolucja struktur metropolitalnych w kierunku połączenia w jedno miasto z silną pozycją i dużą samodzielnością poszczególnych dzielnic, powstałych w dotychczasowych miast. Wymaga to odważnych i dalekosiężnych decyzji rangi historycznej. Jest to także zapewne możliwe raczej stopniowo, poprzez taką pełną integrację początkowo jedynie kilku miast, a dopiero z czasem wyłonienia się jednej lub nawet dwóch czy trzech dużych aglomeracji. Jest to zresztą możliwe i pożądane także wewnątrz obecnie istniejącej metropolii, wcale nie musi i nie powinno być traktowane jako jej alternatywa. Jakiś ruch w kierunku dalszego wzmacniania prawnych, organizacyjnych i finansowych podstaw współdziałania miast naszego regionu jest potrzebny. Inaczej będziemy nieuchronnie tracić dynamikę rozwojową na rzecz sprawniejszych konkurentów.

A czy metropolia powinna poszerzać się o nowe gminy, pozytywnie odpowiadać na akces samorządów?

Każdy przypadek wymagałby indywidualnego rozważenia, jednakże moim zdaniem metropolia powinna się, co do zasady, raczej pogłębiać, a nie poszerzać. Obecny jej kształt wynika w dużej mierze ze zmiany ustawowej podnoszącej próg liczby mieszkańców wymaganej do utworzenia metropolii z 500 tysięcy do 2 milionów. To był spory błąd ustawy metropolitalnej, której skutkiem jest swego rodzaju „grzech pierworodny” Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, to jest zbyt duży obszar i zbyt duże rozproszenie. To wpływa także na procesy decyzyjne bo o wszystkim współdecyduje nie kilkunastu prezydentów lecz ponad 40 przedstawicieli gmin, w części mających zupełnie inną charakterystykę, potrzeby i priorytety niż centralne miasta metropolii. W tej sytuacji dalsze powiększanie się metropolii nie byłoby wartością dodaną, potęgowałoby raczej problemy.

Czy Metropolii brakuje czynników integrujących jej mieszkańców?

Sądzę, że wciąż pod tym względem nie robimy wystarczająco dużo, aby uczynić metropolię bardziej namacalną i dostrzegalną w życiu jej mieszkańców. Poza wielkimi, długofalowymi projektami, jak kolej metropolitalna, które są bardzo potrzebne lecz przyniosą efekty po latach, warto byłoby mocniej wyjść z różnego rodzaju przedsięwzięciami budującymi dumę z naszego regionu i pokazującymi, że jesteśmy w stanie porywać się na cele, które w pojedynkę byłyby poza naszym zasięgiem. Jakiś czas temu próbowałem namówić naszych decydentów do ubiegania się o organizację w metropolii europejskich igrzysk olimpijskich. Chodziło mi właśnie o taki właśnie sygnał – Euro 2012 ominęło nas, bo ubiegało się o jego organizację jedno, 100-tysięczne miasto. Teraz, wspólnie, nawet imprezy rangi olimpijskiej nie są dla nas niedostępne. To mogłoby fantastycznie zjednoczyć bardzo wielu spośród mieszkańców metropolii, wyzwolić energię podobną do tej, jaką niegdyś w Katowicach obudziły starania o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Dodatkowo bardzo wzmocniłoby infrastrukturę – nie tylko sportową oraz wypromował samą metropolię w Europie. Cóż, nie udało mi się tego pomysłu skutecznie zaszczepić. Dodam tylko, że te igrzyska, które mogły stać się naszym udziałem, odbędą się ostatecznie w Krakowie. Z tego co wiem już uzyskał on na ten cel kilkaset milionów rządowego wsparcia na związane z tym inwestycje budowlane, w tym obiekty, które następnie przekazane zostaną uczelniom krakowskim. Wciąż brakuje mi u nas tego rodzaju myślenia, pomysłów i projektów. Ale metropolia powstała zaledwie 3 lata temu, to naprawdę śmiesznie krótki czas, gdy mówimy o integrowaniu mieszkańców, budowaniu tożsamości, realizacji wielkich projektów. Jesteśmy na dobrej drodze, choć jak zawsze dłuży się ona, bo chciałoby się jak najszybciej być już u celu.

Fotolia_122815337_Subscription_Monthly_XXL(1)

literatura

Pisaniem rządzą reguły

– rozmowa z Mikołajem Marcelą,
pisarzem, nauczycielem akademickim

uroda

Wizerunek musi być spójny

– rozmowa z Martyną Marią Mosiołek, mistrzynią fryzjerstwa

Podróże

Meksyk

Wielobarwna kraina różnorodności