Pierwiastek jakości jest najważniejszy

– rozmowa z Tomaszem Wiktorczykiem,
przedsiębiorcą, Prezesem firmy Fabryka Okien Tomasz Wiktorczyk

Rozmawiali: Daniel Kleszcz | Zdjęcia: Maja Maciejko

Gdy rozmawialiśmy przed wywiadem, mówił pan o psach, które towarzyszą panu i w firmie, i poza nią. I nie użył pan zwrotu „są”, tylko „pracują z nami”.

Psy w moim domu były od zawsze, tylko nie zawsze z nami pracowały. Obecnie wszystkie moje psy mają zadania, pilnują, uzupełniają zajęcia dodatkowe. To, że przebywają ze mną cały dzień jest też dla nich nauką spokoju, czekania, ciągłym dokształcaniem. Pies ceni kontakt z ludźmi i z przewodnikiem, dzięki temu też inaczej zachowuje się w środowisku obcym, bo wie, że ma w swoim przewodniku wsparcie. Najmłodszy z psów przyjechał do mnie aż ze Słupska. Dowiedziałem się przypadkiem w hodowli, że właściciele chcą go oddać, więc zdecydowałem się go wziąć do siebie.

Jaka jest historia firmy?

Można powiedzieć, że to firma rodzinna. Działalność zaczynał mój ojciec w 1957 roku, na swojej ojcowiźnie we wsi koło Pszczyny. Początkowo miał jednego ucznia, później dwóch, a gdy ja zaczynałem z nim pracować było ich ośmiu. Zaczęliśmy rozbudowywać firmę, z czasem mieliśmy już stu pracowników. Na początku lat 90. bardziej rozwinęliśmy automatyzację, ograniczaliśmy zatrudnienie nowych ludzi na rzecz siły technicznej i technologicznej. Po śmierci ojca chciałem kontynuować ten trend rozwoju firmy, zdecydowałem się przenieść działalność do tego miejsca gdzie teraz rozmawiamy, wtedy była tu stara fabryka mebli w Pszczynie. I tu cały czas się rozwijamy, myślę, że ta ostateczna idea jak chciałbym by firma działała i wyglądała jest już blisko realizacji.

W branży panuje duża konkurencja? Trzeba bacznie śledzić trendy i pomysły konkurencji?

Powiem szczerze, że nie śledzę działań konkurencji. Nie ma takiej potrzeby, to raczej konkurencja obserwuje moją firmę, mam świadomość że jest ona wyznacznikiem trendów w naszej branży. Natomiast koncentruję się na pomysłowości, jakości działań i produktów firmy. Wiedzący czego chce i wyszukany zadowolony klient nie będzie kruszył kopii o kilka złotych, tylko konkretnie będzie chciał skorzystać z naszej oferty. Dam przykład, wczoraj dzwoniła do mnie klientka odnośnie zlecenia w Dusseldorfie, wcześniej realizowaliśmy też dla niej prace w obiektach na Ibizie, teraz ma dla nas kolejny budynek. A zaczęliśmy współpracować blisko 15 lat temu. Także mam stałych klientów, wielu z nich z czasem przyprowadza do nas swoje dorosłe już dzieci, następców. To są zwykle ludzie, którzy nie szukają tanizny i erzacu, tylko stawiają na jakość wykonania i materiału, lub szukają kogoś kto podejmie się nietypowego zlecenia, którego inne firmy nie chcą się podjąć. Dlatego też bardzo zależy mi by nie mylić mnie ani nie porównywać do firmy o podobnej nazwie, z takim samym nazwiskiem w nazwie. Bo to trochę tak, jakby porównywać nowoczesną fabrykę ze skansenem, takie zestawienie daje kiepski efekt.

Siłą rzeczy produkty tej klasy i jakości wymagają określonej klienteli…

Pierwiastek jakości postrzegam jako najważniejszy. Na rynku krajowym rosną normy i oczekiwania wobec skali przenikalności cieplnej produktu. W tym zakresie stworzyliśmy kilka własnych profili, zrobiliśmy badania, parametry przenikalności termicznej. A wiele firm podaje parametry techniczne kompletnie z sufitu, nie poparte żadnymi badaniami. Sam widziałem kilka takich firm choćby na targach w Poznaniu. A jako, że papier jest cierpliwy i wszystko przyjmie, to na ulotkach reklamowych tych firm wszystko jest pięknie, tylko nie pasuje to do rzeczywistej jakości produktu. I zdarza się, że nieraz znana firma straci z tego powodu notyfikację. Dzięki temu zjawisku uzyskaliśmy wiele zleceń przy inwestycjach w Niemczech, gdzie konkurencja nie była w stanie spełnić warunków technicznych, a my dawaliśmy radę. Ta renoma firmy i kierowania wyrafinowanego produktu do bogatej klienteli powoduje taką rozpoznawalność w określonych kręgach, że mamy cały czas zlecenia, nie musimy stawiać na szczegółowe opisy produktów w internecie, tylko na ogólne parametry. W końcu jeśli ktoś kupuje auto za 150 tysięcy to chodzi po salonach, ogląda, ma jazdy próbne. Więc jeśli ktoś kupuje okna za 200 tysięcy złotych to też nie skupi się na tym co w internecie, tylko zadzwoni lub pofatyguje się do nas. Inaczej jest, gdy klient produktu dotknie, porozmawia z fachowcami w firmie, może też tu na miejscu zobaczyć jak wygląda sam proces wytwarzania okien, jak osiągamy automatyzacją wysoką precyzję i jakość.

Udziela się pan w organizacjach przedsiębiorców lub na eventach gospodarczych?

Nie należę do takich organizacji. W zupełnie inny sposób podchodzę do poszukiwań klientów. Są innowacje, nowe trendy w które chcemy iść, i takie stowarzyszenia w Polsce nic mi w tym względzie nie dają. Mój ojciec brał w takich rzeczach udział. Rzecz jasna trzeba być na czasie i zorientowanym w samej gospodarce, jak i swojej branży. Odwiedzam ważne targi branżowe w Europie, by samemu ocenić czy obecnie to firmy zachodnie nas gonią czy my ich, teraz akurat oni nas, mają się czego uczyć od mojej firmy. Takie ważne branżowe targi okienne są co dwa lata w Niemczech. Branża się tak rozwinęła, że minęły czasy, że co dwa lata na tych targach była jakaś rewolucja i wielkie zmiany, ale wciąż są tam dobre pomysły i rozwiązania. Potęga niemieckiego przemysłu to coś z czego cały świat chce czerpać korzyści i inspirację, i tam też zaistnieć. Z tego powodu bardzo ważne są też targi przemysłu maszynowego w Hannoverze, oraz drugie już we Włoszech, bo Włochy są największym producentem maszyn w Europie.

Rynki polski i zagraniczny są dla pana równie ważne?

Najdalej nasze okna można znaleźć w Izraelu. W Hiszpanii jest bardzo dużo produktów. Mniej we Francji, ale za to dużo w Szwajcarii. W Danii nasze okna można znaleźć choćby w polskiej ambasadzie i konsulacie. Mieliśmy tam zresztą ciekawe sytuacje z konserwatorem zabytków w Kopenhadze, tak aby móc projektować okna tak, by otwierały się do wewnątrz. Robiłem też ciekawe prywatne obiekty w Norwegii. Najwięcej jednak jest naszych okien w krajach Beneluksu, oraz w Niemczech. Niemcy to wielka i bardzo bogata gospodarka, największy rynek w Europie. Wiele lat temu kupowaliśmy od nich używany sprzęt, a dziś to oni sprzedają często dostarczane przez nas produkty. A co do pana pytania w zakresie rynku polskiego, to tu jest jak z mapą dawnych zaborów. Bardzo mało działamy na ścianie wschodniej, za to największe zapotrzebowanie na nasze usługi to Warszawa i Śląsk, robimy także okna w zabytkach w Łodzi czy w Małopolsce, kiedyś też było bardzo dużo zleceń prywatnych z okolic Nowego Sącza. Są też zamówienia z Poznania, Wrocławia, innych miast ściany zachodniej. Jednak nie da się wszystkich obsłużyć, a prawda też jest taka, że czasem lepiej, choćby co do warunków dojazdu, jechać do klienta między Berlin a Dortmund, niż do Warszawy.

Jak rysuje się gospodarcza przyszłość branży?

Wyczerpują się środki unijne z poprzednich lat, większość inwestycji zapoczątkowanych po 2010 roku jest już ukończona, a nowych w tak dużej skali nie widać. Czuć przez to na rynku brak stabilnej sytuacji. Prawda jest taka, że gdybym chciał oprzeć się tylko o rynek polski, musiałbym szukać innych dodatkowych produktów do swojej oferty. Ratujemy się eksportem, zresztą skala eksportu jest miarą siły każdej gospodarki. Dlatego tak ważne, by relacje z zachodnimi sąsiadami się nie pogarszały, abyśmy nie tracili rynków zbytu, mówię tu zresztą o bardzo wielu branżach. Polska gospodarka jeszcze przez długi czas pewnych rzeczy nie udźwignie, może za 50 lat, dlatego eksport jest tak ważny. Z kolei regionalnie mam nadzieję, że województwo śląskie wciąż będzie się gospodarczo dynamicznie rozwijało, może też Metropolia z czasem poszerzy się o gminy z terenu Podbeskidzia, w końcu to niewielkie odległości, mało pustych terenów między miastami, więc na pewno takie działania byłyby z pożytkiem dla mniejszych gmin, gospodarki i regionu.

Fotolia_122815337_Subscription_Monthly_XXL(1)

literatura

Pisaniem rządzą reguły

– rozmowa z Mikołajem Marcelą,
pisarzem, nauczycielem akademickim

uroda

Wizerunek musi być spójny

– rozmowa z Martyną Marią Mosiołek, mistrzynią fryzjerstwa

Podróże

Meksyk

Wielobarwna kraina różnorodności